![]() |
|
||||
|
NR 9 LISTOPAD 2006 |
|||
|
Edytorial: Nowa Japonia
(wyświetl); Thierry Paquot: Przeskakujmy mury; Michel
Husson: Koniec pracy i powszechny dochód? (wyświetl);
Alain Devalpo: Niewolnicza praca północnokoreańskich robotnikuw
na wschodnich kresach Rosji; Szen Dingli: Próba atomowa: konsekwencje
czy korzyści dla Phenianu?; André i Louis Boucaud: Birmańska paranoja
czyli jak generałowie przenieśli stolicę; Zbigniew M. Kowalewski:
Czas Czerwonych Khmerów - rewolucja, rasizm i ludobójstwo; Raoul
Marc Jennar: Sprawiedliwość spóźniona i wybiórcza; Dossier miesiąca:
Wielka migracja; Saskia Sassen: Ależ dlaczego oni emigrują; Claudio
Bolzman i Manuel Boucher: Od imigracji do integracji, w Europie
każdy ma swoją metodę (wyświetl); Judith
Gleitze: Śmierć w Cieśninie Sycylijskiej; Kamil Majchrzak:
„Wschodnie przedmurze” czyli Polska uszczelnia Unię; Max Cegielski:
Leć nago do tej swojej Europy; Stefan Zgliczyński: Nikt nie jest
nielegalny; Katarzyna Szumlewicz: Bertolt Brecht - awangardowy
klasyk na czasie; Ricarda Bethke: „Powstanie słuchacza” - msza
za Brechta w pięćdziesiątą rocznicę jego śmierci (wyświetl);
Jean Baudrillard: Społeczeństwo konsumpcyjne, jego mity i struktury;
Tadeusz Kowalik: Cienie najświetniejszej dekady globalnego
kapitalizmu; Przemysław Wielgosz: Biedni płacą więcej; Slavoj
Žižek: Ostatni Człowiek i jego wojna z terrorem. Nowa Japonia
Azją Północno-Wschodnią, silnie wstrząśniętą próbą z bronią jądrową, przeprowadzoną 9 października br. przez Koreę Północną, kilka dni wcześniej, 26 września, w nie mniejszym stopniu wstrząsnęło objęcie urzędu premiera Japonii przez Sinzo Abe. 52-letni Abe, należący, podobnie jak jego poprzednik Dzuniciro Koizumi, do Partii Liberalno-Demokratycznej, która od 1955 r. dominuje w życiu politycznym Kraju Wschodzącego Słońca, jest najmłodszym spośród powojennych premierów japońskich. Lewica japońska uważa go za polityka ultraliberalnego, arcykonserwatywnego i skrajnie nacjonalistycznego. Jego przeciwnicy w regionie nie wahają się określać go mianem „jastrzębia”. Jest on synem byłego ministra spraw zagranicznych i należy do wielkiej dynastii prawicowej z bardzo obciążoną przeszłością [1], od której się nie zdystansował. Jego dziadek, Nobusuke Kisi, był ministrem w gabinecie wojennym marszałka Tojo, który kazał zaatakować Pearl Harbor. Aresztowany w 1945 r. jako podejrzany o zbrodnie wojenne, w końcu nie był sądzony w Tokio przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy dla Dalekiego Wschodu (który dla wielkich japońskich zbrodniarzy wojennych był odpowiednikiem Trybunału Norymberskiego), ponieważ, w związku z zaczynającą się zimną wojną, Amerykanie chcieli odbudować japońską prawicę. Kisi był więc ich człowiekiem. Uwolniony w 1948 r. i dwukrotnie – w 1957 i 1958 r. – desygnowany na premiera, podpisał ze Stanami Zjednoczonymi nowy traktat o wzajemnym bezpieczeństwie. W swoim drzewie genealogicznym Abe ma również Josuke Matsuokę, na początku drugiej wojny światowej ministra spraw zagranicznych, który był zwolennikiem ekspansjonizmu japońskiego w Azji. W 1940 r. przyłączył Japonię do Osi – przymierza zawartego przez hitlerowskie Niemcy z Włochami Mussoliniego. Po wojnie również oskarżony o zbrodnie wojenne, zmarł w więzieniu zanim go osądzono. W państwie, które oficjalnie nie przeprosiło za swoje zbrodnie wojenne, Abe naprawdę nie wyrzekł się swojej przeszłości rodzinnej. Przeciwnie – potępiając tych, którzy zapatrują się „masochistycznie” na historię Japonii, minimalizuje on odpowiedzialność swojego państwa. Regularnie odwiedzał sanktuarium Jasukuni. Czci się w nim wojskowych, którzy „oddali życie za Japonię”, w tym 14 największych zbrodniarzy wojennych (i Matsuokę). Podobnie postępował zresztą Koizumi, co – przypomnijmy – spowodowało, że nie przyjmowano go w Pekinie ani w Seulu, gdzie był oskarżany o „rewizjonizm historyczny” i „gloryfikację militarystycznej przeszłości Japonii”. Abe, należący do najbardziej prawicowego klanu Partii Liberalno-Demokratycznej, zbudował swoją karierę publiczną na kampanii wokół losu Japończyków, których za czasów rządów Kim Ir Sena w Korei Północnej agenci tego państwa uprowadzili z plaż japońskich [2]. Stał się popularny żądając coraz większej stanowczości i coraz ostrzejszych sankcji wobec Korei Północnej, nie stroniąc przy tym od demagogii (gdyż przedmiotem sporu był już tylko jeden przypadek) i schlebiając rasistowskim nastrojom antykoreańskim, podsycanym przez liczne media. Po północnokoreańskich próbach z pociskami balistycznymi z 5 lipca br. [3] żądał nowych sankcji wymierzonych w Phenian i uzyskał je 19 września. Pod pretekstem „zagrożenia północnokoreańskiego” zapowiedział, że za pośrednictwem referendum ma zamiar zmienić pacyfistyczny art. 9 konstytucji [4] tak, aby japońskie siły samoobrony można było przeobrazić w prawdziwe siły zbrojne, nie podlegające ograniczeniom, które w 1945 r. narzucili zwycięzcy [5]. W Waszyngtonie zachęca do tego otoczenie prezydenta George’a W. Busha, który pragnie dysponować w Azji Północno-Wschodniej potężnym pod względem wojskowym sojusznikiem, zdolnym „powstrzymać” Chiny. To wszystko budzi obawy o remilitaryzację Japonii. Ma już ona drugi co do wielkości – po Stanach Zjednoczonych – budżet wojskowy na świecie i może przyspieszyć wyścig zbrojeń, który już się zaczął w tym jednym z najniebezpieczniejszych regionów świata. Większość Japończyków jest temu przeciwna, toteż 10 października br. Abe musiał wyjaśnić, że jego kraj – chroniony amerykańskim parasolem jądrowym – nie zamierza wyposażyć się w broń jądrową. W praktyce Tokio posiada co najmniej 43,8 ton plutonu wyprodukowanego przez japońskie reaktory cywilne i w ciągu kilku miesięcy mogłoby skonstruować bombę jądrową… Nie ulega wątpliwości, że 9 października br., a więc tego samego dnia, w którym Abe przyjechał z wizytą na Półwysep Koreański, do Seulu, Korea Północna po to przeprowadziła swoją godną potępienia próbę z bronią jądrową, aby zasygnalizować, do jakiego stopnia nowy premier japoński stanowi w jej oczach zagrożenie. Było to nieodpowiedzialne przesłanie ostrzegawcze. Potwierdza ono, że jeśli Abe nie zmieni swoich nacjonalistycznych poglądów (co jest nieprawdopodobne), napięcia w Azji Północno-Wschodniej wcale się nie zmniejszą. Ignacio Ramonet [1] Patrz Ph. Pons, „Shinzo Abe, «prince» de la droite”, Le Monde z 21 września 2006 r. [2] We wrześniu 2002 r., podczas przełomowej – jak się wydawało – wizyty premiera Koizumi w Phenianie, Kim Dzong Il przyznał, że w latach 1977-1983 północnokoreańskie służby specjalne uprowadziły z Japonii 13 Japończyków i że 8 z nich już nie żyje. Następnie zezwoliły na wyjazd do Japonii pozostałych 5 oraz 8 członków ich rodzin i zwróciły odnalezione szczątki dwóch porwanych, którzy zmarli (twierdziły, że szczątki pozostałych wymyły z grobów powodzie), ale na podstawie badań DNA władze japońskie zakwestionowały ich tożsamość. (Przyp. red.) [3] Patrz I. Ramonet, „Napięcia w Korei” w poprzednim numerze polskiej edycji Le Monde diplomatique. [4] Artykuł ten stanowi, że Japonia „na zawsze rezygnuje z wojny, znosi swoje siły zbrojne i zobowiązuje się nigdy ich nie przywrócić”. [5] Patrz I. Muto, „Revise the Peace Constitution, Restore Glory To Empire!”, Japonesia Review nr 1 ze stycznia 2006 r. |
||