Największy światowy miesięcznik społeczno-polityczny
NUMER BIEŻĄCY  ARCHIWUM   PRENUMERATA    BIBLIOTEKA   REDAKCJA    WYDAWNICTWO   KONTAKT
Spis treści numeru 1/155

styczeń/luty 2019

  LMD na portalu Facebook

Wybrane artykuły

Stefan Zgliczyński
Wiosna nasza?

Przemysław Wielgosz
Może być tylko lepiej

Łukasz Moll
Michał Pospiszyl
Filozofia polityczna motłochu

Serge Halimi
Pierre Rimbert
Walka klas we Francji

Shoshana Zuboff
Pokemon go - wrota do kapitalizmu nadzoru

Tylko na stronie www

DOKUMENTY

Europejska Konferencja w Obronie
Publicznej Służby Zdrowia
Deklaracja

Damien Millet i Eric Toussaint
Dekada globalizacji i oporu
(1999-2009)

Raport ONZ
Wpływ blokady ekonomicznej
na sytuację humanitarną Gazy

ARTYKUŁY

Antoni Wiesztort
Największa grabież w powojennej historii stolicy

Agnès Sinaï
Zmiany klimatyczne podsycają konflikty

Gilbert Achcar
Religia między wyzwoleniem a fundamentalizmem

KOMENTARZE I POLEMIKI

Serge Halimi
Jak sięgnąć dna i kopać jeszcze głębiej

Serge Halimi
"Żółte kamizelki"
Kiedy wszystko wypływa na wierzch

Tadeusz Klementewicz
Kompradorzy znad Wisły

Warto przeczytać

Jakub Sypiański
Nowa lewicowa postlewica?
Maj 2017

Stefan Zgliczyński
„Miasta śmierci”
pod butem Persaka

LMD - grudzień 2016

Martine Bulard
Pekin na zakręcie
LMD - kwiecień 2011

Janet Biel
Kobiety i natura, czyli
recydywa mistycyzmu

LMD - maj 2011

Loïc Wacquant
Anatomia nowej miejskiej biedy
LMD - czerwiec 2008

Serge Halimi
„Żółte kamizelki”. Kiedy wszystko wypływa na wierzch

Zbyt pewna siebie władza, która na dodatek uważa, że powinna służyć całej Europie za wzór, musiała pójść na ustępstwa w obliczu rewolty grup społecznych, dotychczas rzadko mobilizujących się zbiorowo do walki. W ciągu zaledwie jednego miesiąca zakwestionowały one transport, podatki, ochronę środowiska, edukację i demokrację przedstawicielską.

15 grudnia 2018 r. na paryskim placu Opery trzy „żółte kamizelki” kolejno odczytują na głos apel skierowany „do narodu francuskiego i do prezydenta republiki Emmanuela Macrona”. W apelu od razu wyjaśnienie: „Ruch ten do nikogo nie należy i należy do wszystkich. Jest wyrazem narodu od 40 lat jest wydziedziczonego ze wszystkiego, co pozwalało mu wierzyć w przyszłość i swoją wielkość.”

W ciągu niespełna miesiąca gniew spowodowany podatkiem od paliw doprowadził zatem do postawienia społecznej, a zarazem demokratycznej diagnozy. Ruchy skupiające słabo zorganizowane populacje sprzyjają ich szybkiemu upolitycznieniu – tak bardzo, że „naród” odkrywa, iż „wydziedziczono go z przyszłości” rok po tym, jak sam postawił na swoim czele człowieka chełpiącego się zmieceniem ze sceny politycznej dwóch partie, które od 40 lat kolejno sprawowały władzę.

Lecz pierwszy na linie się przeliczył. Podobnie jak przed nim inne cudowne dzieci tego samego pokroju, np. Laurent Fabius, Anthony Blair i Matteo Renzi. Dla burżuazji liberalnej to ogromne rozczarowanie. Wyniki ostatnich francuskich wyborów parlamentarnych – istny cud, co za niespodzianka – pozwalały jej żywić nadzieję na to, że Francja przeniosła się na Wyspy Szczęśliwe pośród wzburzonego oceanu. Doszło do tego, że w czasie koronacji Macrona z Odą do radości w tle brytyjski tygodnik Economist, który jest doskonałym miernikiem nastrojów międzynarodowych klas panujących, zaprezentował go na okładce jak Mojżesza stąpającego w garniturze i z uśmiechem na ustach po wodzie.

Potwór wyszedł z pudełka

Morze zamknęło się wokół cudownego dziecka, nazbyt ufającego swoim intuicjom i nazbyt pogardliwie odnoszącego się do kondycji materialnej innych. W kampanii wyborczej niedola społeczna pojawia się jako ozdoba, na ogół po to, aby wyjaśnić przyczyny zachowania wyborczego tych, którzy głosują nie tak jak należy. Kiedy jednak następnie „stare gniewy” sumują się i nie zważając na tych, którzy tłumią je w sobie, prowokuje się nowe, „potwór”, jak nazywa go minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner, może wyjść z pudełka [1]. Wtedy wszystko staje się możliwe.

Zatarcie się we Francji lewicowej pamięci wyjaśnia, dlaczego tak niewielu dostrzegło analogie między ruchem „żółtych kamizelek” a strajkami robotniczymi z czerwca 1936 r. A tymczasem wtedy mieliśmy do czynienia z takim samym zaskoczeniem klas wyższych w obliczu warunków egzystencji pracowników i w obliczu ich wymogu godności. „Ci wszyscy, którzy są obcy temu życiu niewolnika”, wyjaśniała wtedy filozofka i działaczka robotnicza Simone Weil, „nie potrafią zrozumieć, co w tej sprawie jest decydujące. W ruchu tym chodzi o coś zupełnie innego niż o taki czy inny konkretny postulat, niezależnie od tego, jak jest on ważny. (…) Po uginaniu się, po tym wszystkim, co się znosiło, co zainkasowało się w milczeniu w ciągu miesięcy i lat, chodzi o to, aby mieć odwagę wyprostować się i powstać. Zabrać głos, gdy na ciebie przyjdzie kolej.” [2]

Léon Blum, mówiąc o porozumieniach podpisanych w pałacu Matignon, z których zrodziły się płatne wczasy, czterdziestogodzinny tydzień pracy i podwyżka płac, przytoczył wymianę zdań między dwoma negocjatorami z ramienia pracodawców: „Słyszałem, jak pan Duchemin powiedział do pana Richemonda, kiedy położono mu przed oczami pewne stawki wynagrodzeń: Jak to możliwe? Jak mogliśmy do tego dopuścić?” [3]

Ale co wy robicie z forsą?

Czy Macron przeżył podobne objawienie, kiedy słuchał, jak „żółte kamizelki” opowiadają o swoim życiu codziennym? Ze wzrokiem wbitym w prompter, spięty, raczej blady, przyznał w każdym razie, że „wysiłek, którego od nich wymagano, był za duży” i że „nie było to sprawiedliwe”. „Pedagogia” może być radosna, kiedy zmienia adresata. „Jak mogliśmy do tego dopuścić?” Dzięki „żółtym kamizelkom” każdy zna listę niesprawiedliwości wyrządzonych przez obecny rząd.

W 2017 r. ci, którzy korzystają z personalizowanej pomocy na cele mieszkaniowe, otrzymywali co miesiąc z tytuły tej pomocy o 5 euro mniej, a jednocześnie zniesiono progresywność podatków od zysków kapitałowych. Zniesiono podatek majątkowy, a jednocześnie obniżono siłę nabywczą emerytów. Nie zapominajmy jednak o tym, co najkosztowniejsze: o „uproszczeniu procedury księgowania” udzielanej przedsiębiorstwom ulgi podatkowej na konkurencyjność i zatrudnienie.

W przyszłym roku Skarb Publiczny zapłaci zatem Bernardowi Arnault, pierwszej fortunie Europy, właścicielowi Carrefour i LVMH, jednego z największych producentów dóbr luksusowych, oraz dzienników Le Parisien Les Échos, 40 mld euro. Stanowi to 1,8% PKB lub, jeśli ktoś woli… ponad stokrotność redukcji środków przeznaczonych na personalizowaną pomoc na cele mieszkaniowe. W pięciominutowej vidéo coup de gueule, wideotyradzie, która przyczyniła się do powstania ruchu „żółtych kamizelek”, Jacline Mouraud trzykrotnie pytała: „Ale co wy robicie z forsą?” Oto odpowiedź.

Wyśrubowana cena jednego baku paliwa, jeszcze bardziej drobiazgowa kontrola techniczna samochodu i wszystko wypłynęło na wierzch. Banki, które faszerują się przy okazji każdego udzielanego kredytu, lecz w trosce o oszczędności „grupują” swoje agencje, to znaczy je zamykają oraz zamykają konta swoich klientów, jeśli ci, nie sprawdzając stanu konta, wystawiają czek, aby pod koniec miesiąca związać koniec z końcem.

Dlatego Macron jest znienawidzony

Emeryci, już i tak biedni, lecz rząd traktuje ich tak, jakby stanowili jaskinię Ali Baby. Kobiety, które samotnie wychowują dzieci i z trudem egzekwują alimenty od swoich byłych partnerów, często tak ubogich jak one. Pary, które się rozstały, lecz muszą razem mieszkać, gdyż nie stać ich na płacenie dwóch czynszów. Nowe obowiązkowe wydatki, Internet, komputer i smartfon, nie dla przyjemności wynikającej z oglądania filmów na Netflixie, lecz dlatego, że racjonalizacja usług poczty, fiskusa, kolei, a także zniknięcie kabin telefonicznych, sprawia, iż bez nich nie da się żyć. Porodówki, które się zamyka, sklepy, które się ulatniają, Amazon, który wszędzie rozkłada się ze swoimi magazynami.

Cały ten świat anomii społecznej, przymusu technologicznego, kwestionariuszy do wypełnienia, wydajności do zmierzenia, a także samotności, istnieje nie tylko we Francji, lecz plus minus wszędzie, w ramach różnych ustrojów politycznych i poprzedza wybór Macrona. Tylko że, jak się wydaje, francuski prezydent lubi ten nowy świat i zrobił z niego swój projekt społeczeństwa. Również dlatego jest znienawidzony.

Lecz nie przez wszystkich: ci, którym się powodzi, mają dyplomy, są mieszczanami, mieszkają w metropolii, podzielają optymizm prezydenta. Dopóki w kraju panuje spokój lub rozpacz, co wychodzi na jedno, świat i przyszłość do nich należą. Pewna „żółta kamizelka”, właściciel jednego z tych domków, które w latach 70. były symbolem awansu społecznego, ironizuje z goryczą: „Kiedy samoloty przelatują na małej wysokości nad działką, człowiek mówi sobie: No proszę, ci paryżanie mogą sobie pozwolić na wyjazd na wakacje i na dodatek zanieczyszczają atmosferę.” [4]

Unia odpuszcza grzechy śmiertelne

Macron może liczyć na inne wsparcia, a nie tylko na stołecznych mieszczan-nomadów, w tym dziennikarzy. Np. na poparcie Unii Europejskiej. Kiedy Wielka Brytania powraca do swojej wyspiarskości, Węgry wierzgają, Włochy okazują nieposłuszeństwo, a Biały Dom ich podburza, Unia nie może obejść się bez Francji ani ukarać jej tak jak Grecji, kiedy francuskie rachunki wymykają się spod kontroli. Choćby nie wiadomo jak osłabiony Macron pozostaje jedną z rzadkich na szachownicy Europy liberalnej figur, które się liczą. Bruksela i Berlin czuwają więc nad tym, aby się trzymał.

Odpuszcza mu się nawet niektóre grzechy śmiertelne. Cztery dni przed obwieszczeniem przez francuskiego prezydenta, że zaakceptuje pewne postulaty „żółtych kamizelek”, co pociągnie za sobą zwiększenie deficytu budżetowego ponad nienaruszalny limit 3% PKB, komisarz europejski do spraw ekonomicznych Pierre Moscovici, zamiast warczeć na niego i odstraszać od popełnienia takiej nieprzezorności, informuje, że nie widzi, aby coś stało temu na przeszkodzie.

„Moja rola polega na ty, aby stać na straży paktu stabilności i wzrostu, a nie mówić takiemu czy innemu krajowi: musicie obciąć taki a taki wydatek socjalny, ściągnąć taki a taki podatek. (…) Ta reguła 3% to nie jest główna reguła. [Francuski minister] Gérald Darmanin mówił, a ja słuchałem: 2,9 czy 3,1 to nie raj czy piekło – i w tej sprawie on nie jest całkowicie w błędzie i to Francja musi zdecydować, co zrobi. Jeśli o mnie chodzi, to nie powiem dziś: Francji grożą sankcje, wyszła z procedur deficytu.” [5] Warto, aby Hiszpanie, Włosi, Grecy przetłumaczyli sobie te słowa (nasze edycje międzynarodowe o to się postarają) i je przechowali oraz aby postąpił tak również przyszły rząd francuski, jeśli jego suwerenność gospodarcza będzie kontestowana, a poślizgi budżetowe źle widziane przez Komisję Europejską.

Kiedy płonie dom

„W chwilach kryzysowych określenie liczbowe jest drugorzędne”, bronił się Macron przed parlamentarzystami należącymi do jego większości, uzasadniając dodatkowy deficyt na sumę około dziesiątka miliardów euro, który właśnie zapowiedział. Angela Merkel prawie natychmiast poparła odwrót jej francuskiego partnera, mający na celu, jak to określiła, „odpowiedzieć na skargi ludzi”. Jeśli chodzi o francuską opozycję prawicową, to czym prędzej zaapelowała o powstrzymanie się od dalszych demonstracji. Burżuazja, która ma poczucie swoich interesów, potrafi stworzyć blok, kiedy płonie dom.

Aby „ratować szeregowca Macrona” organizacja pracodawców zachęciła nawet przedsiębiorstwa do wypłacenia pracownikom nadzwyczajnej premii, a jej przewodniczący wezwał do podwyżki płacy minimalnej! Prasa ekonomiczna przestała wyszydzać zapędzoną w kozi róg władzę. Pewien ekonomista i pewien politolog, obaj dobrze zainstalowani, ostrzegli ją: „Dziennikarze powinni pamiętać, że nie są zwykłymi obserwatorami, lecz należą do elit, których rola polega również na zapobieganiu chaosowi w kraju.” [6]

Do przesłania tego zastosował się zaraz autor artykułu wstępnego w dzienniku Le Figaro. Po przemówieniu prezydenta napisał: „Na razie należy uznać za zasługę władzy wykonawczej to, że zachowała rzeczy najistotniejsze. Posunięcia fiskalne sprzyjające inwestycjom (częściowe zniesienie podatku od inwestycji, podatek płaski od oszczędności…) utrzymano, podobnie jak obniżki obciążeń i podatków, którym podlegają przedsiębiorstwa. Oby na stałe!” [7]

Nie można wykluczyć, że życzenie to zostanie wysłuchane. Władzy nie znokautowano, lecz wzięła się w garść pod ochroną instytucji V Republiki i swojej większości parlamentarnej, która władzy pozostanie tym bardziej wierna, że wszystko jej zawdzięcza. Władza dała również do zrozumienia, że liberalizm, z którym się afiszuje, wcale nie przeszkadza jej posyłać na ulice Paryża samochody opancerzone i prewencyjnie zatrzymywać setki, a nawet tysiące demonstrantów (1723 zatrzymanych 8 grudnia). Nie cofnęła się również przed manipulowaniem strachem – Pałac Elizejski mówił o „trzonie”, który przybył do Paryża, „aby zabijać” – i sugerowaniem spisku zagranicznego, oczywiście rosyjskiego. Wreszcie, stawiając „kwestię imigracji”, sam Macron potwierdził swoją gotowość uprawiania cynizmu politycznego.

Unii nie ma w postulatach

„Żółte kamizelki” nie zwracają uwagi na międzynarodowy ład ekonomiczny. „Jowiszowe” fanfaronady prezydenta, jego symbioza ze światem finansowym i kulturalnym bogatych sprzyjały bowiem złudzeniu, że jego polityka wynika z osobistego kaprysu, toteż może zmienić ją radykalnie. Lecz Francja nie dysponuje już swoją walutą, jej usługi publiczne są podporządkowane europejskiej polityce konkurencji, jej budżet badają linijka po linijce urzędnicy niemieccy, a traktaty handlowe negocjuje się w Brukseli. Tymczasem na liście 42 postulatów najczęściej rozpowszechnianych przez „żółte kamizelki”, rzeczownik „Europa” i przymiotnik „europejski” nie pojawiają się ani razu.

Ci, którzy okupują ronda i ich zwolennicy wydają się bardziej protestować przeciwko liczbie parlamentarzystów i przywilejom ministrów niż oskarżać tych, którzy nimi rządzą, o niemoc. Tymczasem, jak można było to zaobserwować w przypadku Ford Motor, szef francuskiej filii tej amerykańskiej firmy wielonarodowej nie odbiera telefonu od francuskiego ministra nawet po zamknięciu przez jego spółkę fabryki w Blanquefort koło Bordeaux i skazaniu w ten sposób 600 pracowników na bezrobocie [8].

Pierre Bourdieu, analizując 20 lat temu ruch bezrobotnych, który rozwinął się zimą 1997-1998 r., dostrzegł w nim „cud społeczny”, którego pierwsza zdobyczą było to, że w ogóle zaistniał. „Wydziera on bezrobotnych, a wraz z nimi wszystkich prekariuszy, których liczba rośnie z każdym dniem, z niewidoczności, izolacji, milczenia – krótko mówiąc z nieistnienia.” [9] Pojawienie się „żółtych kamizelek”, równie „cudownych”, lecz znacznie potężniejszych, świadczy o stopniowym ubożeniu coraz szerszych środowisk społeczeństwa francuskiego, ale również o poczuciu absolutnej, bliskiej obrzydzenia, nieufności wobec zwyczajowych kanałów reprezentacji.

Bez przywódców i rzeczników

Ruch ten nie ma przywódców ani rzeczników, odrzuca partie, dystansuje się od związków zawodowych, ignoruje intelektualistów, zwalcza media. Prawdopodobnie stąd jego popularność, przy czym zachował ją nawet po takich scenach przemocy, jakie z pożytkiem dla siebie chętnie wykorzystałaby każda władza. Może również pochwalić się zaspokojeniem części jego postulatów. Poza posiadaczami fortun, któż może powiedzieć, że w ciągu minionych 10 lat odniósł tyle sukcesów co „żółte kamizelki”?

Próżne byłyby próby przewidzenia tu przyszłości ruchu kulturowo tak obcego większości spośród tych, którzy wydają to pismo, i tych, którzy je czytają. Jego perspektywy polityczne są niepewne; jego pstrokaty charakter, który przyczynił się do uzyskania przezeń poparcia, zagraża jego spójności i mocy; do porozumienia między robotnikami a klasą średnią dochodzi łatwiej wtedy, gdy chodzi o sprzeciw wobec podwyżki opłat paliwowych lub wobec zniesienia podatku od fortuny, niż wtedy, gdy chodzi o rewaloryzację płacy minimalnej, która straszy drobnego przedsiębiorcę czy rzemieślnika podwyżką składek na ubezpieczenia społeczne. Mimo wszystko istnieje możliwość scementowania interesów w takiej mierze, w jakiej wiele postulatów „żółtych kamizelek” wynika z przeobrażeń kapitalizmu: nierówności, niskich płac, niesprawiedliwego opodatkowania, upadku usług publicznych, „ekologii karnej”, niezagospodarowania terytoriów, nadreprezentacji burżuazji z dyplomami w instancjach politycznych i mediach itd.

Protesty, które się nie łączą

W 2010 r. dziennikarz François Ruffin pisał o dwóch postępowych demonstracjach, które odbyły się tego samego dnia w Amiens, lecz się nie zeszły. Z jednej strony demonstracja robotników z zakładów Goodyear. Z drugiej demonstracja alterglobalistów przeciwko ustawie antyfeministycznej uchwalonej w Hiszpanii. „To wygląda tak”, pisał Ruffin, „jakby dwa światy, odległe od siebie o 6 km, odwracały się od siebie, bez możliwości zejścia się: «twardzieli» z fabryk oraz – jak ironizuje pewien robotnik – mieszczan ze śródmieścia, którzy wyszli na spacer” [10].

W tym samym czasie socjolog Rick Fantasia również zwrócił uwagę na istnienie w Detroit „dwóch lewic, które się ignorują” – jednej złożonej z działaczy bez perspektyw politycznych i drugiej złożonej z realistów bez woli działania [11]. Choć podział z Detroit i podział z Amiens wcale nie nakładają się na siebie, jeden i drugi to przejawy pogłębiającej się przepaści między środowiskami lewicowymi, które inkasują ciosy i starają się je oddawać a środowiskami kontestacji (zbyt?) często inspirowanej przez intelektualistów, których radykalizm na papierze nie stanowi żadnego zagrożenia dla ładu społecznego. To również o takim rozziewie przypomniał na swój sposób ruch „żółtych kamizelek”. Nie tylko on sam powinien temu zaradzić.

tłum. Zbigniew M. Kowalewski


[1] „Christophe Castaner: ‘Un monstre de coleres anciennes’”, Brut, 8 décembre 2018, na https://brut.live/fr

[2] S. Weil, „La vie et la greve des ouvrieres métallos”, La Révolution prolétarienne, 10 czerwca 1936 r.

[3] Cyt. za Quand la gauche essayait. Les leçons du pouvoir (1924, 1936, 1944, 1981), Marsylia, Agone 2018.

[4] Cyt. za M.-A. Lombard-Latune, Ch. Ducros, „Derriere les ‘gilets jaunes’, cette France des lotissements qui peine”, Le Figaro, 26 listopada 2018 r.

[5] France Inter, 6 grudnia 2018 r.

[6] E. Cohen, G. Grunberg, „Les gilets jaunes: une double régression”, Telos, 7 grudnia 2018 r., na www.telos-eu.com

[7] G. de Capele, „L’heure des comptes”, Le Figaro, 11 grudnia 2018 r.

[8] Zob. Ford Blanquefort meme pas mort!, Montreuil, Libertalia 2018.

[9] P. Bourdieu, Contre-feux, Paryż, Raisons d’agir 1998.

[10] F. Ruffin, „Dans la fabrique du mouvement social”, Le Monde diplomatique, grudzień 2010 r.

[11] R. Fantasia, „Ces deux gauches américaines qui s’ignorent”, Le Monde diplomatique, grudzień 2010 r.

Współpraca wydawnicza
Sprawiedliwa elektronika
Sprawiedliwa elektronika
 LMD poleca
Jan Ratuszniak

Nowa Kobieta. Aleksandra Kołłontaj przedstawia losy wyjątkowej postaci, która w XX w. odegrała istotną rolę w przełomowych wydarzeniach historii Rosji, ZSRR i świata. Jednocześnie Kołłontaj to symbol rosyjskiego ruchu rewolucyjnego, emancypacji kobiet – jako że pełniła rolę ministra oraz ambasadora – ale też i współtwórczyni totalitarnego państwa, jakim był ZSRR. Jako dyplomatka broniła na arenie międzynarodowej zbrodniczej polityki Stalina. Również jej życie osobiste było nacechowane skrajnościami – nieudane małżeństwa, próba pogodzenia macierzyństwa oraz pracy, a także ostracyzm towarzyski wynikający z prowadzenia przez nią niestandardowego, jak na pierwszą połowę XX w., życia seksualnego.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Ugo Bardi

Ugo Bardi, naukowiec i pisarz, przedstawia w swojej książce porywającą historię procesu formowania się minerałów, stworzonych przez nie imperiów, wojen i cywilizacji, a także potężnego przemysłu, który rozwinął się w związku z nimi i który zdradza dziś pierwsze oznaki upadku, w miarę jak spadają jego zyski, a zwiększa się powodowane przezeń zanieczyszczenie. Książka ukazuje również ciemną stronę górnictwa: zniszczone krajobrazy, zanieczyszczone ekosystemy i wpływ na zmianę klimatu. Po tym, jak doszczętne splądrowaliśmy Ziemię, wkraczamy w nową epokę – którą Bardi, korzystający z badań największych ekspertów z dziedziny badań nad minerałami, opisuje z niezwykłą przenikliwością.

Galeria książek

Biblioteka  LMD
Siła i opinia

Kontrola myśli jest ważniejsza w krajach demokratycznych niż tam, gdzie władzę sprawują despoci lub junty wojskowe. Gdy panstwo odstępuje od stosowania przemocy, musi wynaleźć inne metody, które sprawią, że ciemne masy będą się trzymać z dala od spraw publicznych. Najdoskonalsze techniki urabiania przyzwolenia rozwinęły się w Stanach Zjednoczonych, ponieważ władza biznesu osiągnęła tu wyższy poziom zaawansowania, a jednocześnie istnieje tu szerszy zakres wolności, co czyni prymitywne i bezrozumne masy jeszcze groźniejszymi. Odwraca się ich uwagę emocjonalnie sugestywnymi uproszczeniami, marginalizuje się je i izoluje. Najlepiej byłoby, gdyby każdy siedział sam przed telewizorem i oglądał relacje sportowe, telenowele lub komedie oraz gdyby nie istniały żadne struktury organizacyjne pozwalające jednostkom o ograniczonych zasobach formułować poglądy w konfrontacji z innymi ludźmi, artykułować krytykę i tworzyć programy pozytywne, a następnie aktywnie je realizować.

Galeria książek

Broszura o TTIP 

Pobierz broszurę autorstwa Johna Hilary'ego pt. "Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji. Fundament deregulacji, atak na miejsca pracy, kres demokracji".

Archiwum na płycie DVD 

Płytę DVD ze stu numerami
Le Monde-diplomatique
(pliki PDF o wysokiej rozdzielczości)
można zamawiać pod adresem:
redakcja@monde-diplomatique.pl
w cenie 39 zł. Wysyłka gratis.

Książki i czasopisma naszego wy- dawnictwa są do nabycia w księgar- niach i Empikach lub do zamówienia bezpośrednio w redakcji.